BEZPŁATNIE ORGANIZUJEMY PROMOCJĘ FIRM KAŻDEJ BRANŻY, STOWARZYSZEŃ, ARTYSTÓW - inkubator@portalpolski.pl

Ostródzki władca czasu i zegarków

19.10.2015 / czytano: 1138 razy


Kto w Ostródzie nie zna Krzysia Basiagi? Ten najbardziej znany w Ostródzie zegarmistrz włada królestwem zegarków w Galerii Mazurskiej przy ul. Jana Pawła II.
 
To barwna postać Ostródy, człowiek z licznymi znajomościami, przyjaciółmi i wiernymi klientami jego pracowni zegarmistrzowskiej.



REKLAMA



- Zawodu zegarmistrza uczyłem się w Gdańsku, w 1970 i 1971 roku, straszny to był czas, wydarzenia tragicznego Grudnia 1970 roku były nam znane, ale wiadomo, jakie były czasy, nie należało o tym za dużo mówić – wspomina Krzysztof Basiaga. – Moim mistrzem w zawodzie zegarmistrzowskim był wspaniały nauczyciel, Bogumił Kleine ze starej kaszubskiej rodziny. Powtarzał mi, adeptowi sztuki zegarmistrzowskiej: Trzymasz zegarek w ręku, otwórz go, znajdź w nim błąd, uszkodzenie i staraj się
tchnąć w niego nowe życie.
Uczył mnie starej szkoły precyzji, dokładności, szacunku 

dla tego szczególnego przedmiotu, jakim jest zegarek, jakby miał duszę.

Klienci Krzysztofa Basiagi chętnie do niego przychodzą
do Galerii Mazurskiej – i nie tylko z zegarkami do naprawy, ale też po prostu, żeby pogadać. Wszyscy Krzysia znają, że
do małomównych nie należy,
a ci 
najbliżej go znający uśmiechają się zaraz, z wyrozumiałością dla
   

 
szczególnej "góralskiej" cechy Krzysia, który, jak to mówią w górach – jest "oklęty". Kto wie, co to określenie znaczy, to wie, a kto nie wie, to się przekona przy bliższym poznaniu z Krzysiem.
 
A skąd te góry? Bo Krzyś wywodzi się z ojca, Ludwika Basiagi, który przyjechał po wojnie na Mazury z przeludnionej wsi pod Nowym Sączem, z Jamnicy, swoją nazwę wywodzącej od jamy, czyli uskoku górskiego, doliny w pierścieniu gór wokół Nowego Sącza. Procesy górotwórcze nie ustają, wokół tej doliny nieraz już obsuwały się zbocza gór, ale dom Basiagów, usadowiony w połowie zbocza góry trwa, choć zaledwie kilkaset metrów od tego domu „góra poszła”, jak mówią w tamtych stronach, po kilku tygodniach ulewnego deszczu przed kilkoma laty i wyrwała nowe uskoki, a sąsiedni dom trzeba było rozebrać, bo stał zbyt blisko urwanego zbocza. Okoliczne zbocza gór mogą się jeszcze oberwać, może za rok, a może za 10 tysięcy lat. Taka jest geologia.
 
Czterech ich braci było, po wojnie jeden pojechał na Śląsk, jeden na budowę Nowej Huty, jeden został na ojcowiźnie, a Ludwik Basiaga, późniejszy ojciec zegarmistrza Krzysia, najpierw trochę podróżował po Bieszczadach, gdzie nawet był zatrzymany przez ówczesną milicję, która mu chciała wmówić, że w rzeczywistości jest poszukiwanym listem gończym przestępcą o prawdziwym nazwisku Biesiada, a nie Basiaga, aż zaniosło go na Mazury, do Ostródy. Tutaj osiadł już na stałe, ożenił się i dlatego Krzysztof Basiaga już jest tutejszy, miejscowy, tutaj urodzony, tu się wychował, tu doskonalił się w zegarmistrzowskim precyzyjnym fachu.
 
- Najpierw pracowałem w firmie Jubiler, w latach 70., potem uzyskałem szlify zawodowe mistrza zegarmistrzowskiego, a w 1986 roku zacząłem prowadzić własną pracownię zegarmistrzowską w Ostródzie – wspomina początki zawodowe Krzysztof Basiaga. – W tamtych latach miesięcznie przychodziło do mojej pracowni kilkuset klientów z zegarkami do naprawy, na ogół były to zegarki naręczne, mechaniczne, a rzadkością były wtedy zegarki, nazywane w tamtych latach kwarcowymi, czyli elektroniczne i były wtedy znacznie droższe od mechanicznych.
 
Teraz relacje cen się odwróciły, obecnie powszechnie używane są tanie zegarki elektroniczne, często chińskie, także japońskie, a bardziej wartościowe i nobilitujące stały się zegarki mechaniczne. – Teraz noszenie zegarka naręcznego lub kieszonkowego, w specjalnej kieszonce kamizelki, na łańcuszku to szyk i styl, oznaka prestiżu – podkreśla ostródzki władca czasu i zegarków.
 
Od kilku lat prowadzi nową pracownię zegarmistrzowską – w Galerii Mazurskiej, na parterze.  – Miesięcznie przychodzi do mnie ponad 200 klientów. Nie tylko naprawiam zegarki, ale często klienci potrzebują odpowiedniego, szykownego, albo zwykłego paska do zegarka, bransoletki czy innych akcesoriów. No i z wieloma trzeba też trochę pogadać, bo ważne sprawy dzieją się w życiu, w waszym życiu też?


 
Szczególnym sentymentem darzy Krzysztof Basiaga dwa najstarsze naręczne zegarki w swojej pracowni, z przełomu XIX i XX wieku – szwajcarskiej, solidnej marki Doxa, zapoczątkowanej w 1889 roku. Ozdobą jego pracowni są też dwa zegarki starego typu, kieszonkowe - Cyma i Longines – te chyba nie są do sprzedania, bo nie wszystko jest na sprzedaż. – Ale wybrać sobie można jakiś najbardziej odpowiedni dla siebie inny zegarek, mamy ich ponad 100 różnych do wyboru, a można się ze mną umówić telefonicznie, nr 661 – 280 - 301.
 
Otrzymuje Krzysztof zegarki do naprawy z różnych stron kraju, bo naprawia także wysyłkowo, naprawia i odsyła klientom, wystarczy do Krzysia przysłać zegarek na adres jego pracowni: Zegarmistrz, Krzysztof Basiaga, Galeria Mazurska, ul. Jana Pawła II 2/9 , 14 - 100 Ostróda, oczywiście podając adres zwrotny. Nierzadko trafiają się tacy wysyłkowi klienci nawet z zagranicy.
 
(ac)
 
Publikacja staraniem Galerii Mazurskiej  www.GaleriaMazurska.com.pl  



Lista komentarzy

21-09-2015 14:46 Piotr Butterson napisał:
Witam, pozdrawiam i szczerze namawiam do odwiedzania pracowni Krzysztofa- zegarmistrzostwo niestety ginie, jak wiele innych ciekawych zawodów........



Dodaj komentarz

Nick:
Treść:
Przepisz kod:
REKLAMA