BEZPŁATNIE ORGANIZUJEMY PROMOCJĘ FIRM KAŻDEJ BRANŻY, STOWARZYSZEŃ, ARTYSTÓW - inkubator@portalpolski.pl

Czas jest po to, żeby nie wszystko wydarzyło się od razu – wywiad z Michałem Napierałą

06.04.2019 / czytano: 959 razy

Pewnego dnia spacerując z przyjacielem z krakowskiego Kazimierza do rynku zobaczyłam w jednej z witryn, że dzieje się tam coś ciekawego. Moim oczom ukazał się mężczyzna, który właśnie składał zegarek z drewna. Za namową przyjaciela postanowiliśmy wejść i przyglądnąć się dokładnie temu, co się tam dzieje. Michał Napierała, właściciel firmy Woodlans, opowiedział nam o tym co robi. Postanowiłam z nim porozmawiać szerzej na ten temat.

REKLAMA



- Jak zaczęła się właściwie Twoja przygoda z zegarmistrzostwem?
- Zawsze lubiłem mechanikę precyzyjną, ogólnie moja przygoda zaczęła się od pierwszej książki zegarmistrzowskiej, którą dostałem w swoje ręce. To jest książka Franciszka Czapka. Czapek to jest kolega Patka, faceta który w XIX wieku pracował w zegarmistrzostwie, wyjechał do Szwajcarii i stworzył największą firmę zegarmistrzowską, jeżeli chodzi o zegarki naręczne – istnieje ona do dzisiaj. Czapek napisał książkę „Słów kilka o zegarmistrzostwie”, którą dostałem niechcący gdzieś w Internecie i zrobiłem jej reprint. To bardzo fajna książka, jest w niej dużo technicznych rzeczy. Zachwyciła mnie pod takim względem technicznym, że już wtedy, te 200 lat temu, istniały technologie, które dzisiaj są nadal używane. To zegarmistrzostwo wtedy mi się zaświeciło. Potem zacząłem się dalej wgłębiać w temat. Tak bardzo prymitywnie do tego podchodziłem, bo czytając po prostu te książki chłonąłem wiedzę, ale nie myślałem o tworzeniu zegarków, bardziej o czasie w pojęciu filozoficznym. W pewnym momencie pomyślałem o tym, żeby zdobyć kolejną książkę i kolejną. W pewnym momencie postanowiłem stworzyć zegarek, to było osiem lat temu. Tak czułem, że mogę to zrobić. Też dosyć prymitywnie do tego podszedłem, bo w tym książkach nie ma napisane jak stworzyć zegarek od początku do końca, tylko to są takie bardziej wskazówki, np. jak go naprawić. Mi się od początku w zegarmistrzostwie podobał ten minimalizm, ten prymitywizm. Ja po prostu chciałem na nowo wymyślić koło, stworzyć zegarek, który nie jest jakby kopią czegoś. Stworzyłem swój pierwszy drewniany zegarek. To, że ja tworzę czasomierze wynika z tego, że mnie interesuje czas w pojęciu fizycznym i filozoficznym. Czas jest po to, żeby nie wszystko wydarzyło się od razu.
 
 
-Skąd wziął się pomysł na drewno i mechanikę precyzyjną?
- Jest to fajny materiał. Ja już w dzieciństwie zauroczyłem się drewnem. Mieliśmy kiedyś takie krzesło w domu rodzinnym, stare po dziadkach, było to drewno dębowe. Jak je odnowiliśmy to było znów piękne i zobaczyłem tą dębinę, która kolejne dziesięciolecie, czy stulecie, zaczyna istnieć i to krzesło cały czas jest. Drewno jest o tyle fajne, że jak po prostu jest stare to zawsze możesz doprowadzić je do nowości, jeżeli odpowiednio to zrobisz. Z żadnym metalem czy plastikiem tego nie zrobisz, z drewnem można, bo to natura, dlatego drewno. A mechanika precyzyjna zawsze była w mojej głowie, interesowałem się takimi rzeczami jak sztuczna inteligencja, czas w filozoficznym pojęciu. Gdzieś to wypłynęło, nie powiem kiedy dokładnie był ten moment.
 
- Czym zajmowałeś się wcześniej?
- Pracowałem w korporacji, ale zacząłem robić zegarki i w pewnym momencie one wygrały z tą sprawą biurową no i teraz obecnie robię je ósmy rok. Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo robię to co lubię, czyli tak naprawdę nie mam pracy, bo mam hobby, na którym w jakiś sposób zarabiam.
 
- Jaki był Twój plan na biznes? Miałeś jakiś obraz tego co i jak chcesz tworzyć?
- Nigdy nie napisałem biznes planu pod tą działalność, to się po prostu zaczęło dziać. To jest tak, że jakbym traktował to jako biznes, to bym już dawno tego nie robił. Mogę wytworzyć określoną ilość tych rzeczy, bo robię je ręcznie. Wytwarzam je w mojej pracowni. Przez te osiem lat wytworzyłem sobie 52 procedury, które od początku do końca muszę wykonać. Od kawałka deski do mechanizmu, poprzez szlifowanie i impregnacje, różne takie „hokus pokus” zegarmistrzowskie, żeby wytworzyć produkt, który jest szczytem mojego rzemiosła. Dziennie wytwarzam jeden, góra dwa zegarki. Codziennie pracuje nad tą materią, uczę się i chłonę tą wiedzę, najwięcej z pracy własnej. Nie każdy wie, że zegarmistrzostwa jako takiego np. jak wkręcać śrubkę, żeby jej nie uszkodzić, nie idzie się nauczyć z książki. Albo zdobywasz mistrza, który Ci to pokazuje, albo uczysz się sam metodą prób i błędów. Ten zawód jest o tyle fajny, że jest w nim coś takiego magicznego. Nasza Szymborska, kiedyś została zapytana co by było jakby nie było czasu. Powiedziała na to, że byłoby jej bardzo przykro, bo nie byłoby zawodu zegarmistrza, a to taki szlachetny zawód. 
 
 
- Co zdecydowało o otworzeniu swojej firmy, co było tym czynnikiem?
- Zawsze chciałem mieć swoją markę, wytwarzającą produkty, które podobają się ludziom. Widziałem, że jeżeli ma to być elastyczne to mogę to wytworzyć tylko sam w prymitywny, minimalistyczny sposób, czyli stworzyć jakąś taką niszę. To nie jest tak, że wziąłem i nagle zrobiłem zegarek. To się jakby tworzyło. Przez moment nawet nie wiedziałem, że jestem zegarmistrzem, a po chwili już nim byłem. Nie potrafię powiedzieć, gdzie był ten moment. To jest tak, że to był taki trochę przypadek. Pierwszy zegarek stworzyłem dla siebie, żeby go mieć i ktoś mnie zapytał, co ty masz na ręce? Powiedziałem, że mam drewniany zegarek i sam go zrobiłem. Zostałem zapytany czy zrobię też taki tej osobie, czy może go ode mnie kupić. Zrobiłem i sprzedałem ten pierwszy zegarek i wtedy jeszcze nie czułem, żeby to był ten mój biznes. To jest fajne, że jak tworzysz swoją działalność, to nie jest do końca biznes, to działalność artystyczna, bo ja wytwarzam sztukę zegarkową minimalistyczną. To nie jest tylko wytworzenie produktu, to jest wtłaczanie duszy w czasomierz. Te wszystkie działania, które robię wokół tego w tej pracowni. Dlatego ją stworzyłem, bo to jest istotne dla zegarmistrza produkcyjnego, żeby mieć miejsce gdzie to robić. W domu już nie możesz, ja długo tak robiłem, ale trzeba mieć swoje miejsce. W tym momencie tworzę już historię wokół niego.
 
- Ile zajęło Ci zrobienie pierwszego zegarka i jak to wyglądało? Czy od tego czasu coś się zmieniło?
- Ten pierwszy zegarek zrobiłem kilka tygodni, teraz po tych ośmiu latach robię zegarek w jeden dzień. Ja zawsze podchodziłem do tego bardzo minimalistycznie, czyli zawsze tworzyłem produkt, który mi się podoba. Nigdy nie robiłem tego w ten sposób, że ktoś do mnie przychodzi i mówi, że chce mieć kopertę w kształcie serca – nie robię takich rzeczy. Od początku robiłem coś, co mi się podoba i ludzie to kupowali, albo nie. Jeśli ktoś zobaczył mój zegarek zrobiony osiem lat temu, ten minimalistyczny wzór, a widzi go teraz to on się trochę zmienił przez ten czas, ale to nadal jest ten zegarek. To jest szczyt mojego rzemiosła wypracowany przez osiem lat, to jest minimalistyczny, prosty design, nie wrzucam logotypu na tarczę, żadnych cyferek. Wykorzystuję minimalizm w projektowaniu, ograniczenie materiału i chęć przekazania funkcjonalności użytkownikowi. Oprócz tego projektu jest bardzo prosta konstrukcja, taka minimalistyczna oparta o ręczną pracę. Wykorzystuję też bardzo prostą i minimalistyczną technologię japońską. Moje zegarki pokazują godzinę, minutę i sekundę. 
 
 
- Twoja firma jest bardzo znana, pracujesz w niej sam. Jak to się stało, że jest o Tobie tak głośno?
- Jestem bardzo elastyczny jeśli chodzi o podejście do marketingu mojej działalności i moich zegarków. Ten marketing, który nieświadomie tworzę, wypływa ze mnie naturalnie. Można sobie przyjść do mnie jak coś tutaj robię i postać i popatrzeć jak np. szlifuje. Mi to całkowicie nie przeszkadza. Ludzie do mnie przychodzą, zaczęli do mnie przychodzić nawet przewodnicy, którzy oprowadzają wycieczki. To nie jest tak, że ja sprzedaję cały czas, że do mnie ktoś wchodzi i musi kupić. Czasami jest tak, że nawet nie mam co sprzedać. Ludzie wchodzą do mnie z ulicy i kupują zegarek, potem ktoś przychodzi i mówię mu, że musi przyjść na drugi dzień o siedemnastej. Pokazuje mu drewnianą płytkę i mówię, że ten zegarek teraz wygląda tak i muszę go dopiero wytworzyć. Wszystkie social media które mam prowadzę sam, nie mam firmy która robi mi przykładowo dwa posty dziennie. Nie lubię takich rzeczy, bo nie byłbym szczery wobec klienta. Ja tutaj jestem każdym w tej firmie. Rano sprzątam pracownie po całym poprzednim dniu, czasami robię to od razu wieczorem. Odkurzam wszystko i myję podłogę. Kim jestem w tym momencie w mojej firmie? Jestem osobą z administracji sprzątającej. Potem siadam do szlifierki i zaczynam szlifować drewno, żeby wytworzyć kopertę i jestem wtedy człowiekiem od produkcji, ale tej takiej brudnej, czyli kurzącej. Potem zaczynam składać. Wchodzę w sterylny montaż, precyzyjny, który jest ważnym elementem mojej pracy, wykonuję każdą tą rzecz dobrze, staram się być w tym mistrzem. Potem odchodzę, wchodzi ktoś do mnie i zaczyna ze mną rozmawiać. Kim ja wtedy jestem? Jestem przedstawicielem tej firmy, rozmawiam z kimś zewnętrznie. Po chwili dzwoni telefon i przyjmuje zamówienie, zaczynam być księgowym. Przez to, że robię to sam, że mam tą tajemnicę swojego zawodu, którą wypracowałem przez osiem lat to mogę śmiało powiedzieć, że wtłaczam duszę w każdy czasomierz, który wytwarzam. 
 
- Kiedy w zegarku pojawia się dusza?
- Często do mnie przychodzą ludzie i chcą z mojej firmy zrobić ogromną firmę, kładą mi walizkę pieniędzy na stół i mówią, żebyśmy zatrudnili więcej osób, postawili dużą frezarkę i zamiast jednego zegarka produkowali ich dwieście dziennie. Ja wcale nie myślę, że sky is the limit i zegarmistrzostwo powinno zostać na etapie rzemiosła. Strasznie mi się nie podoba obecnie ogólnie na świecie to pojęcie konsumpcjonizmu. Ja wytwarzając produkt pojedynczo nie idąc w masówkę tworzę coś, co jest w zgodzie z moim naturalnymi myślami, np. nie niszcz planety. Te wszystkie firmy, które tworzą nie mają górnego limitu, co rok tworzą więcej. Skalą mojego przedsięwzięcia jest cena za sztukę. Czyli ja zawsze będę wytwarzał tą ilość, ale cena jednego mojego zegarka rośnie. Wyobraź sobie , że idziesz do lodziarni i kupujesz sobie loda i zaczynasz go lizać, jest upał i to jest twój ulubiony smak. Liżesz go i masz przyjemność. Wyobraź sobie, że ja taką przyjemność odczuwam podczas składania zegarka, albo np. w ciągu całego dnia mam kilka takich punktów, kiedy mam przyjemność z takich rzeczy jak np. ktoś wejdzie i pochwali mój zegarek i chce przymierzyć, a ja opowiadam mu swoją historię, jak składam ten mechanizm. W momencie w którym mam złożony wkładam koronkę i ruszam, uczestniczę w narodzinach tego zegarka. Dla mnie to jest straszna przyjemność.
 
 
- Zacząłeś w 2011 roku, wtedy jeszcze ręczna, rzemieślnicza robota nie była tak popularna. Jak sobie poradziłeś? Były hejty, czy zostało to odebrane pozytywnie?
- Bardzo dobrze mnie wszyscy odebrali na początku, ale oczywiście z niedowierzaniem, bo pojawił się jakiś tam człowiek, który zaczyna robić czasomierze z drewna, a to jest całkowita abstrakcja. Ludzie na mnie patrzyli troszkę jak na wariata, pewnie myśleli, że mi się to nie uda, ale nikt tego co prawda nie mówił wprost. To, że mi się to teraz udało to dlatego, że wyczułem niszę. Jest teraz bardzo dużo firm, które sprowadzają i robią takie zegarki masowo. Te firmy się pojawiają i znikają, albo zaczynają oprócz zegarków robić jakieś obudowy do telefonów itd. a to już nie jest zegarmistrzostwo. Ja cały czas w nim jestem i to pielęgnuje. Te początki były takie, że spotykałem się raczej z pozytywnymi opiniami. Kiedyś jak ktoś zobaczył drewniany zegarek to były dwie opinie - albo go kupuję, albo go nie kupuję, a jeżeli go nie kupuje to chcę go mieć, bo to jest coś fajnego. Niekoniecznie wszystkich było stać na to, bo moje zegarki kosztowały wtedy około 300 złotych co jest już dosyć sporą kwotą. Ja od początku robiłem swoją działalność na podstawie filozofii diamentu, czyli, że moja moc twórcza jest ograniczona. Ja mogę wytworzyć tylko określoną ilość tego produktu. 
 
- Jakie było Twoje największe osiągnięcie w branży zegarmistrzowskiej?
- Każdy kolejny dzień pracy i to, że robię to już osiem lat, że się w to wkręciłem to jest dla mnie bardzo duże osiągnięcie. Moim osiągnięciem jest też to, że miałem dużo pokus na początku, żeby zrobić z tego masówkę i tego nie zrobiłem. Widzę, że zrobiłem dobrze, bo obecnie ścigałbym się z Made in China. Chociażby na Aliespress możesz sobie wpisać „drewniane zegarki” i masz tego sporo. Jak kupisz 50 sztuk to za darmo wydrukują Ci na tym logotyp Twojej firmy. Ja mógłbym to robić, ale bym nie istniał w tym momencie. Moim największym osiągnięciem jest to, że cały czas stoję przy swoim, że ta moja historia toczy się od początku. Cały czas tworzę to samo – jestem zegarmistrzem tworzącym pojedyncze dopieszczone egzemplarze. I będę robił to dalej.
 

 
(JS)
fot. JS

Lista komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Nick:
Treść:
Przepisz kod:
REKLAMA