BEZPŁATNIE ORGANIZUJEMY PROMOCJĘ FIRM KAŻDEJ BRANŻY, STOWARZYSZEŃ, ARTYSTÓW - inkubator@portalpolski.pl

Motto Chaba.pl brzmi: Ty kochasz – my dbamy!

28.01.2021 / czytano: 477 razy

 
Chaba to rodzinna firma od wielu lat funkcjonująca na rynku akcesoriów dla zwierząt
i specjalizująca się w produktach dla zwierząt.

O specyfice branży, trudnych początkach oraz pionierskich pomysłach rozmawiamy
z założycielem marki, Michałem Chabierą.



 

REKLAMA



Początki Chaba.pl sięgają 2002 roku. Jak wyglądał wasz start?

- Zaczęliśmy jeszcze jako nieopierzeni studenci. Ja miałem 21 lat, a wspólnik, czyli mój rodzony brat, był dwa lata starszy. Może i nie mieliśmy doświadczenia czy komfortowych warunków, ale naszym atutem była pasja i prawdziwa determinacja. To z tych dwóch elementów czerpaliśmy siłę, żeby wciąż działać i nie poddawać się mimo trudności, z którymi zawsze muszą się mierzyć nowe na rynku firmy.

Przypomnijmy, że w tamtym czasie o wiele trudniej było się reklamować, było o wiele mniej platform umożliwiających promocję, informacje rozchodziły się o wiele wolniej. Jeśli chciałeś, że jakaś informacja dotarła do szerszego grona, musiałeś się naprawdę nakombinować. To była żmudna praca. Klientów musieliśmy pozyskiwać dzięki wytrwałości i po prostu wysokiej jakości produktów.

 
Jakość to jest coś, co zawsze mocno podkreślacie?

- Oczywiście. Przywiązanie do jakości jest z nami cały czas. Na renomę i wysoką pozycję na rynku trzeba pracować ciężko i długo, a stracić dobrą opinię można w mgnieniu oka. Naszym motorem napędowym jest tworzenie produktów, które ułatwią życie psom i ich właścicielom. To co robimy, wynika z nieustannej chęci dbania o czworonogi. Produkty, które tworzymy, wymyślamy od podstaw. Chodzi nam zawsze o to, że dana smycz, obroża czy kurtka spełniały trzy fundamentalne warunki: były funkcjonalne, wytrzymałe i zdrowe dla psa. Fakt, że akcesoria Chaby są też przy okazji ładne, to już wisienka na torcie.
 
Ostatnio pojawiła się nowa linia produktów Chaby –  Fashion. Jak ona wpisuje się w te założenia?

- Wpisuje się idealnie. Linia Fashion stawia na elegancki design i dodaje produktom nutki luksusu, ale oczywiście luksus ten idzie w parze z bezpieczeństwem i funkcjonalnościami. To zawsze jest priorytetem. Na tym opiera się nasze pojmowanie troski.

To jest wasz znak firmowy – troska o zwierzęta.

- Nasze motto brzmi: „Ty kochasz – my dbamy”. Firmę założyłem wspólnie z moim bratem. Jesteśmy miłośnikami zwierząt i wychowaliśmy się w rodzinie, w której zawsze były psy. To jest naprawdę wielkie szczęście: móc robić w życiu coś, co się naprawdę kocha.

Oczywiście, jesteśmy firmą, działamy na rynku, zatrudniamy pracowników, zależy nam na dobrych wynikach finansowych,
ale nie wyobrażamy sobie, żebyśmy mo-
gli dla własnych korzyści obniżać jakość
naszych wyrobów czy przekłamywać
   
dane o nich. Jeśli ma się to niesamowite szczęście łączenia pracy z pasją, nie można go bezmyślnie zaprzepaścić.
 
A więc jak wy, młodzi, pełni zapału przedsiębiorcy, dwaj bracia, radziliście sobie w pierwszych chwilach funkcjonowania firmy?

- Na początku szyliśmy ubranka dla psów, a wszystko odbywało się metodą chałupniczą. Pamiętam wielki fax, który ledwo mieścił się na stoliku kawowym. Wypisywaliśmy faktury ręcznie, przelewy trzeba było załatwiać z użyciem papierowych kwitków. Na 45 metrach mieliśmy jednocześnie mieszkanie, biuro i magazyn. Patrzę na to z perspektywy czasu i właściwie sam nie wiem, jak daliśmy radę i nie zwariowaliśmy, ale chyba naprawdę prowadziła nas pasja. I duże samozaparcie. Wiedzieliśmy dokładnie, czego chcemy, jaki kierunek zamierzamy obrać. Po prostu się tego mocno trzymaliśmy. 
 
A pamiętasz punkt zwrotny? Moment, w którym wiedzieliście, że zrobiliście duży krok do przodu, że osiągnęliście jakiś sukces?

- Tak, to była zmiana lokum. Staraliśmy się cały czas poszerzać nasz asortyment, wymyślaliśmy nowe modele, projektowaliśmy je od podstaw i realizowaliśmy plan punkt po punkcie. Zaczęły się wystawy w hurtowniach, wyjazdy na prezentacje, niejako życie w samochodzie. Opłaciło się. Tu i ówdzie zaczęto o nas słyszeć i doceniać naszą pracę. Skutek był taki, że mogliśmy wreszcie wynająć powierzchnię, którą przeznaczyliśmy na magazyn. Trzydzieści pięć metrów. Teraz to brzmi śmiesznie, ale wtedy to był ogromny postęp. No i przy okazji wreszcie mieliśmy gdzie odpocząć, mieszkanie znowu stało się mieszkaniem. Nie muszę chyba wspominać, że zrelaksowany przedsiębiorca ma więcej pomysłów i sił niż przedsiębiorca wiecznie zmęczony. 
 
A więc zaczęliście się rozwijać. Czy już wtedy wiedzieliście, że udało wam się spełnić marzenie?

- Wiedzieliśmy o tym, kiedy trzydzieści pięć metrów przestało nam wystarczać. Szybciej niż mogliśmy się spodziewać. No i nagle okazało się, że zaledwie po roku stać nas na przenosiny do innego miejsca, prawie trzy razy większego. To było jak huragan – zamówienia spływały jak szalone, a my mieliśmy więcej możliwości, żeby realizować nowe pomysły. To był wspaniały, uskrzydlający czas.

Nie napotkaliście na żadne przeszkody?

- Oczywiście napotkaliśmy. Trudniejsze chwile, momenty zwątpienia i ogromne zmęczenie są wpisane w los początkującego przedsiębiorcy. Zresztą z perspektywy czasu wiem, że nie tylko początkującego. Ale faktem jest, że każda pokonana przeszkoda jest dużym zastrzykiem energii, taką dawką wiary w siebie, która jest potrzebna, kiedy inni w ciebie nie wierzą.
 
Mieliście z tym problem?

- Czasami nam się wydawało, że walimy głową w ścianę. Prawda jest taka, że początkowo często spotykaliśmy ze stwierdzeniem, że ubrania dla psów to wymysł i fanaberia, że nikomu nie są do niczego potrzebne i że z pewnością nie znajdziemy na to zbyt wielu klientów. Z dzisiejszego punktu widzenia trudno uwierzyć, że takie właśnie było powszechne przekonanie. Cóż, my mieliśmy jasno sprecyzowaną wizję i tak zwanego nosa.

Czas pokazał, że mieliśmy rację. Pamiętam, że największe zdziwienie budził nasz pomysł szycia specjalnych majteczek dla suczek z cieczką. Ludzie stukali się w czoło, a w hurtowniach materiałów patrzono na nas jak na wariatów. A my, jak na wariatów przystało, brnęliśmy w te nasze wizje i tym sposobem staliśmy się pionierami na rynku. 

 
Często podkreślacie, że wszystkie akcesoria Chaba powstają we własnym, firmowym parku maszynowym. Kiedy go stworzyliście?

- Zaraz po przeprowadzce zaczęliśmy mocno inwestować w tworzenie tego miejsca. Organizowaliśmy system produkcji, projektowaliśmy nowe akcesoria, prowadziliśmy sprzedaż, zajmowaliśmy się marketingiem – wszystko było na naszej głowie. W pewnej chwili uzmysłowiliśmy sobie, że osiągnęliśmy wystarczająco wysoki pułap, aby zatrudnić kogoś wreszcie do pomocy. Pojawiła się więc nowa osoba, która odpowiedzialna była za pakowanie paczek. W 2006 roku dołączył do nas pracownik zatrudniony w magazynie. W końcu przestaliśmy się mieścić nawet na tych 100 metrach.

A zaledwie cztery lata wcześniej wystarczyło wam tych metrów trzydzieści pięć!

- No właśnie. W kilka lat ze studenckiego chałupniczego kolektywu przeobraziliśmy się w poważnych przedsiębiorców, w dodatku rozpoznawalnych i szanowanych w branży. Przenieśliśmy się na dwieście metrów, zatrudniliśmy pierwszego przedstawiciela handlowego, zaczęliśmy brać udział w międzynarodowych targach i wydarzeniach branżowych. Jeździliśmy na dni otwarte naszych partnerów handlowych. Udało nam się stworzyć z nimi naprawdę dobre relacje.
 
Jak wygląda wasza współpraca z partnerami?

- Jak każda udana współpraca – musi być oparta na zaufaniu i dążeniu do wspólnych celów, patrzeniu w tym samym kierunku. Zresztą to samo dotyczy nas samych, wewnątrz firmy. Podobno z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, a w naszym przypadku dobrze wychodzi się też na interesach. Ja i brat mamy podobne wizje i ten sam zapał. Dzielimy te same doświadczenia. Tak samo jest z naszymi partnerami. Niektórzy z nich są z nami niemal od początku Chaby i szczerze przyznaję, że ta wieloletnia współpraca wymiernie przyczyniła się do rozwoju naszej firmy nie tylko
z punktu widzenia czysto biznesowego, ale także pod względem kierunku działania. Wspominałem, że mało kto wierzył w powodzenie szycia ubranek dla psów.

To nasi pierwsi partnerzy – Hurtownia Ara i Hurtownia MegaZoo – zapalili się do tego pomysłu i dali nam nadzieję, że to, co sobie tych dwóch studentów w małym mieszkaniu wymyśliło, może mieć naprawdę duży potencjał. Przecież to właśnie nasi partnerzy najlepiej wiedzą, czego potrzebują ich klienci, co może ich zainteresować, na co jest zapotrzebowanie, co mogłoby się sprawdzić, gdzie jest niewypełniona luka. Wszyscy razem staramy się tę lukę wypełnić. Właściwie można stwierdzić, że ta dbałość, o której mówi nasze motto, odnosi się także do relacji biznesowych. Bo w tych relacjach nie jesteśmy anonimowymi handlowcami, którzy pojawiają się, aby ubić interes, a następnie znikają za rogiem w poszukiwaniu kolejnego Klienta. Jesteśmy żywymi ludźmi, słuchaczami, pomocnikami, czasami nauczycielami, czasami uczniami. My, nasi partnerzy i ich klienci – wszyscy razem współtworzymy tę branżę i przyczyniamy się do jej rozwoju. Dbamy o siebie wzajemnie. Nasze relacje są długoterminowe. 

 
Do utrzymywania takich relacji na pewno przydał wam się przedstawiciel handlowy?
 
Bez jego pomocy byłoby nam dużo trudniej. A że firma się szybko rozwijała, w roku 2012 zatrudniliśmy kolejnego przedstawiciela. I dobrze zrobiliśmy, bo nasz magazyn w międzyczasie rozrósł się do 400 metrów kwadratowych, park maszynowy działał jak szalony. Już wtedy to była machina nie do zatrzymania. Rok 2015 to już 600 metrów kwadratowych, wielka szwalnia, trzech przedstawicieli, usprawniona obsługa Klienta, firmowy park samochodowy. Rok 2020 z kolei to już własny budynek produkcyjny o powierzchni 1200 metrów kwadratowych. Zainwestowaliśmy w szkolenia, poszerzyliśmy park maszyn, postawiliśmy na jeszcze większe rozszerzenie asortymentu.
 
Ale chyba wam woda sodowa nie uderzyła do głowy, skoro cały czas realizujecie swoje główne założenie. Jesteście miłośnikami zwierząt i to one są waszym motorem napędowym?

- Gdybyśmy stracili ten pierwotny zapał do pomagania zwierzakom, stracilibyśmy sens działania. Nieustannie angażujemy się w pomoc schroniskom, bierzemy udział w akcjach charytatywnych, wspieramy rozmaite inicjatywy. Sami również organizujemy różne zbiórki, przekazujemy akcesoria, zachęcamy do adoptowania psów i wspierania miejsc, które się nimi opiekują. W wielu polskich schroniskach można znaleźć nasze legowiska, poduchy i maty. I w wielu na pewno jeszcze zagościmy z podarunkami, bo wiemy, z jakimi trudnościami mierzą się na co dzień wolontariusze, wspaniali ludzie, którzy oddają bezdomnych psiakom całe swoje serce. 
 
Co firmie Chaba.pl przyniesie rok 2021?

- Z pewnością kolejnego przedstawiciela handlowego oraz multum nowych pomysłów. Nie osiadamy na laurach, wciąż przemy do przodu i wymyślamy nowe udogodnienia, nowe linie produktowe, nowe funkcjonalności. W branży akcesoriów dla zwierząt z pewnością będzie jeszcze o nas słychać. 
 
Co powinni wiedzieć młodzi przedsiębiorcy, którzy właśnie startują z własnymi biznesami?

- Przede wszystkim powinni wierzyć w siebie i we własne pomysły, nie bać się wysiłku, naprawdę ciężkiej pracy, pomimo przeszkód. Powinni zawsze pamiętać o jakości swoich produktów czy usług. To wszystko zaprocentuje. Może nawet szybciej, niż można by przypuszczać.



 

Lista komentarzy

15-02-2021 10:40 Jaro napisał:
I o takich przedsiębiorcach miło poczytać. Ciężką pracą sukcesywnie do przodu. I na dodatek na Naszych popapranym polskim rynku. Tak trzymać Panowie.



Dodaj komentarz

Nick:
Treść:
Przepisz kod:
REKLAMA