BEZPŁATNIE ORGANIZUJEMY PROMOCJĘ FIRM KAŻDEJ BRANŻY, STOWARZYSZEŃ, ARTYSTÓW - inkubator@portalpolski.pl

Niezła z niej aparatka!

23.09.2017 / czytano: 350 razy

Patrzeć nie zawsze oznacza widzieć. Nawet jeśli coś zobaczymy, czy  jesteśmy w stanie to docenić? Są wśród nas tacy, którzy wyczuleni są nie tyle na piękno, ile na ulotność tego, co przed oczyma. Chwila trwa bowiem zawsze krócej niż nam się wydaje. Dziś porozmawiam z dziewczyną z wrażliwymi oczami, potrafiącą uchwycić ulotne. Jej supermocą jest uwiecznianie. Poznajcie Katarzynę Szczepan, parafrazując Kazika – dziewczynę z obiektywem na przedzie.

REKLAMA




Przemysław Kłosowicz: Pochodzisz z niewielkiej, podkarpackiej miejscowości, nieopodal Bieszczad. Wydawać by się mogło, że wyrastając w takich okolicznościach przyrody, gdzie całe dnie można spędzać na graniu w zielone, twoją główną inspiracją będzie natura. Zdjęcia, które tworzysz nie potwierdzają jednak tego przypuszczenia. Co jest dla ciebie bodźcem do sięgnięcia po aparat?  
Katarzyna Szczepan: Ciężko powiedzieć o bodźcu, to raczej impuls - nagła potrzeba uwiecznienia tego co widzę, lub chęć przetworzenia na obraz rzeczywisty mojego wyobrażenia danej sceny. Jak zauważyłeś nie inspiruje mnie przyroda. Ja nie umiem, i nie wstydzę się tego powiedzieć, przełożyć jej piękna na obraz fotograficzny. Na całe szczęście fotografować można właściwie wszystko, więc i ja znalazłam coś dla siebie. Swoją niszę, tematy, w których czuję się dobrze. Choć w ramach hobby od jakiegoś czasu tworzę lasy w słojach. Jeszcze zanim stało się to modne i trafiło pod strzechy, a raczej do designerskich wnętrz w loftowym stylu. Widocznie nawet mieszkając w bloku z wielkiej płyty, potrzebuję kontaktu z przyrodą, roślinnością. Możesz wyrwać dziewczynę z podkarpacia, ale podkarpacia z dziewczyny już nie. W mieście Krakowie, gdzie straszy nas Smog Wawelski, w małym mieszkanku powstają lasy w słoikach. A pomiędzy tym biegają dwa czarne koty. Natura jak najbardziej ożywiona. Aż za bardzo! Nic tylko chwytać za aparat!

Przemysław Kłosowicz: Można wyrażać się w różnej formie: malując, śpiewając, tańcząc, wiadomo, jest tego mnóstwo. Wybrałaś fotografię z jakiegoś konkretnego powodu? Liczy się talent, czy żmudna praca nad doskonaleniem umiejętności? W dobie aparatów cyfrowych wiele osób sądzi, że to tylko kwestia jednego „pstryk”. Pośród setek takich pstryknięć, w końcu trafi się przecież jedno udane zdjęcie. Po co więc szkolić się w tym zakresie?
Katarzyna Szczepan: Zainteresowałam się fotografią mając osiemnaście lat, zakochałam się wtedy w aktach. Pomyślałam, że czemu by nie pójść w tą stronę i nie zacząć się uczyć fotografii. Talent czy żmudna praca? Myślę, że sam talent nie wystarczy, chodź jest niezwykle istotny, może stanowić zalążek do rozwoju pasji. Te dwie rzeczy idą ze sobą ramię w ramię i jedna bez drugiej słabo wypada. Talent dzięki pracy nad sobą możemy cały czas rozwijać. I niby faktycznie jest tak, że teraz bez ograniczeń możemy „pstrykać”, ale taką metodą daleko nie zajdziemy – tak naprawdę łapiąc chwilę nie ma miejsca na przypadek. Musisz wiedzieć, co robisz, bo na powtórkę możesz już nigdy nie mieć okazji. Chwila jest bardzo ulotna. Dlatego warto ćwiczyć warsztat, by być w tym jak najlepszym, by właściwie oddać moment. Na przykład ja dziś odpowiadam na twoje pytania nazywana „fotografem” i jak mniemam w twoich oczach mam talent. Jednak gdy zaniosłam do oceny swój pierwszy wywołany negatyw profesorka stwierdziła, że wszystkie ujęcia nadają się do kosza. Bardzo mnie to wtedy zabolało, chciałam rzucić fotografię, ale pomyślałam, że przecież początki często bywają trudne i każdy wielki fotograf kiedyś nie umiał robić zdjęć! Rozwój talentu to proces, trzeba dać sobie na to czas, uzbroić się w cierpliwość i kształcić, by być coraz lepszym. Spoczywanie na laurach nikomu nie wychodzi na dobre.

Przemysław Kłosowicz: Sądzę, że wywiadzie na temat fotografii „migawka” powinna być swoistym słowem – kluczem. Czytałem, przygotowując się do naszej rozmowy, że jest to część aparatu służąca do odsłaniania na odpowiedni czas, a następnie zasłaniania materiału światłoczułego, w celu dostarczenia odpowiedniej ilości światła padającego przez obiektyw. Myślę, że fotograf też powinien być na swój sposób „światłoczuły”, wyłapywać przebłyski, wyjątkowe chwile. Sprawia on przecież, że przemijające staje się nieulotne. Coś mignęło i znikło, ale zostało uwiecznione. Masz jakieś ulubione zdjęcie, archiwizujące ważny moment, lub ulubionego „światłoczułego” artystę, który Cię inspiruje? Czym wyróżnia się on na tle innych twórców?
Katarzyna Szczepan: Ulubionych fotografii mam sporo, zresztą artystów też jest kilku - żyjących i nieżyjących. Jako pierwsza zawsze do głowy przychodzi mi Eva Rubinstein. To pani, która ma obecnie ponad osiemdziesiąt lat. Swoją drogą ma też Polskie korzenie. Jej zdjęcia są fenomenalne, mistrzowskie, pełne emocji. Ktoś kiedyś nawet określił je mianem fotograficznych HAIKU. Kobieta potrafiąca pokazywać zwyczajne rzeczy w sposób niezwykły. To niesamowite, jak pełen emocji może okazać się kadr z pustym krzesłem! Nie chcę o nich dużo opowiadać, lepszym rozwiązaniem dla czytelników będzie zapoznanie się z jej twórczością. W ogóle na fotografię powinno się patrzeć, a nie o niej opowiadać, to przecież sztuka odbierana zmysłem wzroku, nie słuchu. Odsyłam więc do sieci, gdzie można zobaczyć prace Rubinstein.



Przemysław Kłosowicz: Zdarza Ci się niejednokrotnie pracować z modelami pozującymi do zdjęć. Każdego człowieka da się uwiecznić w intersujący sposób? Możemy tu i teraz obalić mit fotogeniczności? Oczywiście ku uciesze takich jak ja, którzy na zdjęciach zazwyczaj wychodzą jak ofiary kataklizmów, w dziwnych pozach, z okropnymi minami, jak gdyby właśnie zostali wyłowieni z rwącej rzeki. Może niektórzy po prostu nie powinni marnować na siebie kolejnych klatek filmu?
Katarzyna Szczepan: Wiesz, dla mnie to, co interesujące, jest wyżej niż to, co ładne. Ma znacznie większą wartość, jest cenniejsze, więcej wnosi do sztuki. Większość ludzi chce wyglądać ładnie na zdjęciach. To naturalne, ale ja tego nie jestem w stanie zagwarantować nikomu. Czymś zupełnie innych jest wyjść na zdjęciu w sposób interesujący, poruszający, czy zapadający w pamięć. Jeśli pozwolisz, by ktoś dostrzegł Ciebie i to, co siedzi w tobie, to zdjęcie jakie ta osoba ci zrobi może cię w efekcie zaskoczyć. W ten niezwykły sposób możesz odkryć siebie na nowo, bo nie spodziewasz się, że takie emocje drzemią w tobie. To znacznie ciekawsze, niż pospolite zdjęcie, na którym się po prostu atrakcyjnie uśmiechasz, nieprawdaż? Myślę, że rolą fotografii nie jest tylko estetyczne ukazywanie obiektu uwiecznionego, czasami chodzi po prostu o pokazywanie prawdy, świata takim jakim jest, ludzi w ich naturalnej, nieupozowanej, nieufryzowanej odsłonie. O ironio, szpetota potrafi być naprawdę piękna! Jestem przekonana, że popularyzowanie takiego trendu byłoby znacznie korzystniejsze dla społeczeństwa. Nie bądźmy śliczni, bądźmy interesujący!

Przemysław Kłosowicz: Niegdyś wierzono, że zdjęcia kradną duszę. Coś w tym jest, spoglądając na niektóre fotografie dosłownie czuję energię osoby, na którą patrzę, nie mogę oderwać wzroku, wiem, że oddała temu zdjęciu cząstkę siebie. Robiąc zdjęcie czuje się tą iskrę? Wiesz, kiedy sesja będzie udana, jest to wyczuwalne? Jakie czynniki muszą zajść, by dobrze ci się pracowało?
Katarzyna Szczepan: Musi być chemia i to nie tylko ta fotograficzna… ;-) Mam jedną taką osobę, którą fotografuję już od kilku lat. Bardzo lubimy razem pracować, bo wiemy czego podczas sesji od siebie oczekujemy. Daje nam to spory komfort pracy. To zauważalne później podczas oglądania wykonanych fotografii, wyczuwalna jest ta nić porozumienia. Czasem mam wrażenie, że ta osoba wie, co mi w głowie siedzi. Zdjęcia, które powstają, są wypadkową naszych wspólnych koncepcji, co dwie głowy to nie jedna! Współpraca z modelem jest dla mnie zawsze inspirująca. Praca z drugim człowiekiem bywa wyzwaniem, ale przynosi ciekawe efekty, otwiera mnie samą na nowe pomysły. A co do fotografii, które kradną duszę, znam bardzo dobrze to uczucie! Myślę, że w takich obrazach owszem, są cząstki duszy, z tym że jest to dusza fotografa. Jeśli fotografia jest twoją pasją, to tak to właśnie wygląda, że w każde ujęcie wkładać skrawek samego siebie. Archiwizujesz na zdjęciu swoje spojrzenie na świat. Ono zostaje już na zawsze zachowane. Fotograf nie jest tylko rzemieślnikiem naciskającym spust migawki, on jest twórcą obrazu, który uwieczniony zostaje na wywołanej fotografii. To jego wrażliwość sprawia, że obiektyw skierowany został na tą, a nie inną scenę, więc sądzę, że ma to także związek z cząstką jego duszy. Wrażliwość i odczucia fotografa mają w tej pracy duże znaczenie.

Przemysław Kłosowicz: Dziękuję za interesującą rozmowę i życzę nowych, niebanalnych pomysłów oraz samozaparcia w realizowaniu projektów.   
Katarzyna Szczepan: Ja również dziękuję.

Zapraszamy na oficjalny profil fotografki: www.facebook.com/efektparalaksy
Zachęcamy także do obejrzenia zdjęć dokumentujących jedno z jej hobby, o którym wspomina w naszej rozmowie: www.instagram.com/mossesterram

ZOBACZ TAKŻE: [Rehab]ilitacja – odwyk od bólu
                         Korpo – racja, a może brak racji?

Przemysław Piotr Kłosowicz

Lista komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Nick:
Treść:
Przepisz kod:
REKLAMA